wtorek, 8 maja 2018

Rozdział dwudziesty dziewiąty


Vi POV:

Dave wraca chwilę później. Bez słowa chwyta mnie pod ramię, prowadzi przez ciemny korytarz, a ja staram się zapamiętać jak najwięcej, gdyby jakimś cudem udało mi się stąd zwiać. Oczywiście moje szanse są marne, ale dopóki żyję, oddycham, zawsze jakieś są. Tego muszę się trzymać i nie poddawać.
- Wchodź - wpycha mnie do obskurnego, pustego pokoju, w którym oprócz metalowego krzesła na środku pomieszczenia, nie ma nic. Ciarki przechodzą mi po plecach, Dave popycha mnie i sadza na krześle, po czym przypina moje nadgarstki oraz kostki u stóp. Boże! Co ten świr ma w swojej głowie?! - Zabawimy się - kuca przede mną, odgarnia moje włosy i chwyta szczękę - Może odrobinę zaboleć, ale przecież twarda z ciebie sztuka, prawda? - wybucha śmiechem, wzdrygam się, a mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Tak, twarda ze mnie sztuka. Potrafię zabić z zimną krwią, okraść, zdobyć towar, odegrać swoją rolę. Niestety nigdy wcześniej nikt mnie nie torturował i nie jestem pewna, czy będą w stanie to znieść - Weź głęboki oddech - po tych słowach przykłada do mojego ramienia jakieś urządzenie, naciska guzik, a przez moje ciało przepływa prąd. Zapowietrzam się, rozchylam usta, a moje ciało napina się jak struna. Mam wrażenie, że każdy nerw zostaje sparaliżowany, sztywnieję i myślę z przerażeniem, czy zaraz się uduszę. Ból wypełnia mnie od czubka głowy po końce palców u stóp, tak bardzo chcę wrzeszczeć, ulżyć sobie, jednak z moich ust nie ucieka choćby cichy jęk. Nie jestem w stanie nawet mrugnąć - Nieprzyjemnie, prawda? - szepcze tuż przy moim uchu, łaskawie uwalniając mnie od bólu. Łapczywie chwytam powietrze, cała drżę i spoglądam w dół, zawieszając wzrok na moich dygoczących nogach. Jezu! Jeśli to miał na myśli mówiąc "zabawimy się", wcale nie chcę poznać ciągu dalszego tej zabawy. Wiem już, że nie zniosę zbyt wiele. Na coś takiego nie jestem odporna, jednak on ma to w nosie i ponownie wysyła dawkę koszmarnego bólu w moje ciało. Przytrzymuje kilkanaście sekund, uwalnia mnie i robi to znowu. Nie jestem pewna, po którym razie przestaje, a ja ledwo kontaktuję. Moja głowa bezwładnie zwisa, nie mam nad nią żadnej kontroli i marzę o utracie przytomności. Dlaczego moje głupie ciało nie chce mi tego podarować, przynieść ulgi? - Uśmiechnij się do swojego przyjaciela, kotku - chwyta mnie za włosy, podnosi moją głowę i kieruje ją prosto na kamerę, która stoi przed nami. Myśl, że Dante to zobaczy rozwala moje serce na kawałki.



Jay POV:
Wpatruję się w ekran laptopa, mój oddech szaleje, a dłonie odruchowo zwijają się w pieści. Widok przede mną rozdziera moje bebechy, mam wrażenie, jakby ktoś wbił mi w nie nóż i przekręcał raz za razem. Podejrzewałem, że zwiała ode mnie z Joshem, a ona wpadła w ręce Dave'a. Tego nic nie znaczącego skurwysyna, który zdecydowanie za bardzo się rozpędził. Jakim prawem, huh?! Jakim, kurwa, prawem zabrał moją kobietę, przywiązał ją jak zwierzę i raził prądem?! W dodatku nagrał to i wysłał nam, żebyśmy patrzyli na jej ból, łzy, rozpacz. Nigdy, prze nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. Tak bardzo próbowała być twarda, nie złamać się, nie uronić ani jednej łzy i pokazać temu skurwielowi, że nie uda mu się jej złamać. Jednak Vi jest taka krucha, wrażliwa, nieodporna na to, co z nią robił. A najgorsze było to, że ten śmieć z pewnością zaplanował sobie coś jeszcze większego, brutalniejszego, żeby pokazać nam, że może wszystko. Miał kogoś, dla kogo i ja, i chłopcy, zabilibyśmy bez wahania. On doskonale o tym wiedział.
- To nie dzieje się naprawdę, racja? - Banger przerywa ciszę, chowa twarz w dłoniach, a Dante wyłącza film. Jestem zdruzgotany, mam ochotę wsiąść w samochód i pojechać do niego, po czym strzelić mu prosto w łeb - Boże, ten bydlak raził ją prądem. Musimy ją znaleźć, natychmiast! Ten pojebaniec ją zabije!
- Puść film jeszcze raz - Rockstar przesiada się, przejmuje stery i włącza od nowa. Odwracam wzrok, na szczęście wycisza głos i oszczędza nam jęków bezradności - Musimy rozpoznać miejsce, gdzie ją trzyma.
- Mówisz poważnie? Niby jak? Przecież jest tam ciemno, oprócz obskurnych ścian nic nie widać, stary!
- Szczegóły, Shot, szczegóły! Nie wiem, cokolwiek, co nas naprowadzi. Chociażby jakaś mała głupota.
- Tylko że tam nie widać żadnych głupot. Jest krzesło, Vi, ten zjeb i ściana. Łysa, obskurna ściana!
- Gdzie mógł ją zabrać? Na pewno nie do swojej nory, to byłoby wręcz bez sensu. Nie jest głupi.
- Tak czy siak i tak musimy ją sprawdzić, dla zasady. Myślę, że kryjówka jest nie do znalezienia.
- Przestań bredzić, James. Jeśli nie znajdziemy kryjówki, nie znajdziemy też Vi. Więc sprężcie swoje mózgi, wysilcie się i myślcie! Inaczej możemy stracić naszą dziewczynę! Trzeba działać i to szybko!
- Masz rację - przecieram twarz, wyjmuję telefon i dzwonię do swoich ludzi. Musimy ruszyć w teren.


Vi POV:
Nie mam pojęcia, ile czasu mija. Leżę na starym materacu i modlę się, aby moje ciało doszło do siebie. Jestem tak słaba, moje mięśnie są zwiotczałe, jakby ktoś nafaszerował mnie jakimś gównem! A ja muszę się bronić, kiedy ten psychol przyjdzie tutaj ponownie. Muszę walczyć, aby wydostać stąd i siebie, i Josha, o ile jeszcze w ogóle tutaj był. Jestem pewna, że Dave na pewno z własnej woli by go nie wypuścił.
- Wróbelku - jego cichy głos przecina ciszę. Uchylam powieki, Josh kładzie się obok mnie i przytula do siebie. Wręcz nie wierzę, że pozwolił nam się zobaczyć! - Jestem przy tobie, jesteś bezpieczna - całuje mnie po twarzy, odgarnia moje włosy, a ja płaczę. Cichutko, bez jakiegokolwiek dźwięku. Jestem zbyt obolała, aby wykrzesać z siebie coś więcej - Przysięgam, że nas stąd wyciągnę. Jeszcze nie wiem jak, ale postaram się. Ten skurwiel ma pojebane pomysły względem nas, a raczej ciebie. Stwierdził, że torturowanie ciebie jest lepsze niż pozbawienie cię życia. Ma zamiar wysyłać Dantemu kasety. To chore!

- Nie wytrzymam zbyt długo, wiesz? - szepczę cicho, wtulam się w niego, a ramiona, którymi mnie obejmuje są niczym kokon oddzielający mnie od świata - Zabije mnie tym. Tylko spójrz, już ledwo żyję.
- Widzę, maleńka, a ten widok boli mnie jak nic innego - odchyla głowę, patrzy mi w oczy i głaszcze kciukiem policzek - Chwalił się tym, co ci zrobił. Opowiadał mi o tym z chytrym uśmieszkiem, żeby wyprowadzić mnie z równowagi. Udało mu się to, skoczyłem do niego z pięściami, jednak był szybszy. Przywiązał mnie do sufitu i okładał pięściami - zaciskam usta, przykładam dłoń do jego, którą trzyma na moim policzku i pozwalam sobie na kolejne łzy - Musimy coś szybko wymyślić, inaczej to koniec.
- Na ten moment chcę jedynie spać, reszta mało mnie obchodzi - Josh uśmiecha się lekko, całuje mnie w czubek nosa niestety drzwi otwierają się odbijając od ściany, a w progu staje Dave - Tylko nie ty.
- A kogo się spodziewałaś, kochanie? Czyżby swojego przyjaciela? A może chłopaka, hmm? - podchodzi bliżej, Josh pomaga mi wstać i chowa mnie za plecami - Daj spokój, stary. Nie zgrywaj bohatera, ponieważ i tak zabiorę ją ze sobą. Odpoczęła przez całą noc, czas na kolejną zabawę. Będzie wesoło, zapewniam.
- Dlaczego to robisz?! Nie widzisz, jak wielką krzywdę jej wyrządzasz? Jest kobietą, do cholery!
- A jakie to ma teraz znaczenie? Należy do Seven, tylko to się dla mnie liczy. Nie zabiję jej... na razie.
- Jesteś popierdolony, Dave. Ona nic ci nie zrobiła! Tylko tchórze załatwiają rachunki przez słabszych!
- Przez słabszych? Czy ty się słyszysz? Vivienne wcale nie jest słaba. Mówiła, że twarda z niej sztuka.
- Bo jest odważna, człowieku! Nie znaczy to, że możesz razić ją prądem, zwariowałeś! To kurwa szalone!

- Poczekaj, aż opowiem ci o naszej kolejnej zabawie - mruga okiem, do pokoju wchodzi dwóch chłopaków i siłą odciągają Josha, wyprowadzając z pokoju. Ma do mnie idealny dostęp, podchodzi pewny siebie, ujmuje moją głowę w dłonie i zmusza, abym na niego spojrzała - Kto by pomyślał, że mała dawka prądu tak szybko cię złamie. Przygotuj się na więcej - całuje mnie w czoło, chwyta pod ramię i wlecze przez znienawidzony przeze mnie korytarz. Tym razem wchodzimy do łazienki, czym jestem zaskoczona - Unieś ręce - wbijam wzrok w swoje pobrudzone trampki, moje serce zaciska niewidzialna pięść i mam dziwne przeczucie, że będzie jeszcze gorzej niż ostatnio - Chciałem po dobroci. Nie to nie - podchodzi, chwyta materiał mojej koszulki i rozrywa ją bez problemu. Piszczę z zaskoczenia, próbuję z nim walczyć, jednak strąca moje dłonie i pozbywa się przeszkody. Zostaję w samym staniku, a na moim ciele pojawia się gęsia skórka - Masz świetne cycki, że też wcześniej tego nie zauważyłem. Pobawię się nimi później, teraz zaplanowałem coś innego - chwyta mój kark, robimy zaledwie jeden krok, a moja głowa ląduje w wypełnionej lodowatą wodą wannie. Trzyma mnie mocno, szarpię się, wiję, próbuję uwolnić, niestety jego uścisk jest potwornie mocny. Jakby był wręcz ze stali! Wstrzymuję oddech ile tylko mogę, ale nie trwa to długo. Szybko robi mi się ciemno przed oczami, słabnę i przestaję walczyć. To dla niego znak, wyciąga mnie, łapczywie chwytam powietrze z ulgą wpuszczając je do swoich płuc - To dopiero początek, słodka Vivienne. Przygotuj się na więcej atrakcji - puszcza mi oczko i ponownie mnie zanurza. Ten proces powtarza kilkanaście razy, a ja za każdym razem mam wrażenie, że topię się, woda zalewa mi płuca i nie mam możliwości przerwania tego koszmaru. Wszystko zależy od niego, a on nie ma litości.


Jay POV:
Od wczoraj nie opuściłem magazynu Seven. Uruchomiliśmy wszystkie kontakty jakie posiadamy, informatorów, ludzi, którzy zawsze mają oczy szeroko otwarte. Czekamy na jakiekolwiek informacje i wreszcie dociera do nas pierwsza. Jest od człowieka Zayn'a, który widział Vi w "dzielnicy ćpunów", jak ją nazywamy. Nie pasuje mi to do niej, bo po cóż miałaby się tam kręcić? Niestety właśnie w tym miejscu ślad się urywa, a my nadal jesteśmy w dupie! Od wczoraj nie wiemy dosłownie nic, a mój strach się potęguje. Mam świadomość, że jeśli nic nie zrobimy Dave zabije Vivi. Nie udało mu się z dostawą, wcześniej również spławiliśmy go kilka razy więc ma idealny powód do zemsty. Jaka szkoda, że wybrał tą kruchą dziewczynę, aby znęcać się nad jej ciałem. Przysięgam, że za wszystko zapłaci. Będzie cierpiał przed śmiercią.

- Hej - do środka wchodzi Shot, siada na kanapie i rzuca na stolik płytę - Znalazłem to pod drzwiami.
- Kurwa - zrywam się z miejsca, a resztka mojego opanowania idzie w cholerę - Ma zamiar nas katować?
- Widocznie tak, ale musimy to obejrzeć. Może tym razem uda nam się wyłapać jakieś szczegóły.
- Okej, do dzieła - Dante oddycha ciężko, robi co trzeba i wciska play. Staję za kanapą, czuję serce w gardle i za cholerę nie jestem gotowy na to, co zaraz zobaczę. A widzę moją kruszynę, która walczy z tym zjebem, nie pozwala zdjąć sobie koszulki, jednak on i tak rozrywa ją, a potem? Potem po prostu topi ją raz za razem, wyciągając w ostatniej chwili, pozwalając na oddech i zaczyna od nowa. Wyraz jej twarzy wyraża szczery szok, przerażenie, jak i ból. Ogromny ból, który jej sprawia bez żadnych skrupułów - Boże, nie mogę na to patrzeć. To mnie przerasta - Dante podnosi się, zostawia nas i wychodzi z magazynu.
- Ja pierdolę - Banger szepcze cicho, niechętnie oglądamy dalej i próbujemy wyłapać cokolwiek. Coś, co nas naprowadzi, ale to wcale nie jest proste, skoro to obskurna łazienka w jakiejś norze! - Skurwiel!
- Musimy coś zrobić, inaczej będzie się nad nią pastwił bez końca! On robi to wszystko specjalnie!

Dante, przyjacielu - jego głos przecina ciężki oddech Vi - Bolesny widok, prawda? Tak, wiem coś o tym. To właśnie dzięki tobie czułem się podobnie, kiedy pieprzyłeś moją kobietę! - wydziera się, a ja spoglądam na chłopców. Nie wydają się być zaskoczeni słowami Dave'a, ja wręcz przeciwnie - Ty zabrałeś mi Jane, ja zabiorę ci Vivienne. Sprawiedliwie, nie uważasz? Poczujesz ból, którzy rozedrze cię na kawałki. To, co ją teraz spotyka jest tylko i wyłącznie twoją winą. Powiedziałem ci kiedyś, że się zemszczę. To jest moja zemsta. Muszę przyznać, że jest niesamowicie słodka - uśmiecha się pewny siebie, przysuwa do siebie Vi i liże jej policzek. Nie ma siły, aby walczyć, więc poddaje się, zamyka oczy i odchyla głowę w tył. Boże! Muszę ją ratować, nie mogę kurwa tak siedzieć! - Koniec przedstawienia. Do następnego razu, a zapewniam, że to już niebawem. Będzie jeszcze ciekawiej - salutuje, a obraz robi się czarny.
- Dante nie może tego zobaczyć. Kiedy posłucha co mówił Dave, będzie się za wszystko obwiniał.
- Potwierdzam, schowajmy to - Shot wyjmuje płytę, wchodzi na górę, a ja stoją jak sparaliżowany. 



Vi POV:

Ponownie ląduję na cienkim materacu, w tym zimnym, śmierdzących stęchlizną pokoju. Wszędzie jest ciemno, cicho, przerażająco. Słyszę jedynie swój własny oddech i dziwię się, że jeszcze żyję. Byłam pewna, że Dave mnie utopi, przecież było już tak blisko! Prawie odpływałam, a on wyjmował mnie i zaczynał od nowa. Z całych sił starałam się być silna, jednak to, co ze mną robi łamie mnie na milion kawałków. Moja odwaga, pewność siebie gdzieś uciekają i chowają się w kącie. Coś we mnie pęka, coś się bezpowrotnie kruszy i boję się, że jeśli uda mi się przeżyć już nigdy nie będę taka sama. To wydarzenie mnie zmieni, a ja nie chcę być miękka. Nie chcę pokazywać swoich słabości, aby inni mogli to wykorzystać. Należę do Seven, do grupy, która nigdy się nie poddaje, dzielnie kroczy do przodu i walczy do końca. Ja również walczę, chociaż brakuje mi już sił. Jestem coraz słabsza i tracę nadzieję na przeżycie. Czy to już czas, aby pogodzić się z losem i poddać? Tylko co mi to da? Dave nie okaże mi litości, świetnie bawi się znęcając nade mną, nagrywając to i wysyłając mojemu przyjacielowi. Czy widzieli to również pozostali chłopcy? Nie chciałabym, aby patrzyli na moje zmarnowane ciało i łzy, których wylałam już chyba morze. Nigdy wcześniej nie płakałam, nie pozwalałam sobie na to, teraz przyszło mi nadrobić całe sześć lat.
Myślę o Justinie. O jego uśmiechu, oczach, dłoniach, które sprawiały, że czułam się kochana i potrzebna. Mimo tego, czego się dowiedziałam tak bardzo za nim tęsknię! Żałuję, że nie dane nam było porozmawiać, może przez to umarłabym szczęśliwsza? Zobaczyłabym go ten ostatni raz, spojrzała w jego oczy i teraz czułabym się spełniona. Źle mi z myślą, że między nami wszystko się spieprzyło i być może nigdy już nie będziemy mieli okazji tego naprawić. Chciałabym mu tylko podziękować za to szczęście, które przepełniało moje serce przez te dwa miesiące. Byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Dostałam od niego więcej, niż od własnych rodziców, którzy mieli mnie gdzieś. To dzięki niemu przekonałam się, jak piękna jest miłość, że warto o nią walczyć i choćby się potem żałowało, warto ją przeżyć mimo wszystko.
Niczego bym nie zmieniła, brałam garściami każdy dzień, uśmiechałam się, cieszyłam tym, co mam. A miałam przecież tak wiele! Wspaniałych przyjaciół, którzy wspierali mnie, byli obok, opiekowali się mną. Chłopaka, nie, narzeczonego, któremu oddałam wszystko, co miałam. Serce, ciało, duszę. Bałam się miłości, próbowałam się przed nią bronić, a ona dopadła mnie tak niespodziewanie, całkowicie wywracając moje życie do góry nogami. I mimo tego, iż nie trwało to zbyt długo, zawsze będę mu wdzięczna za to, co dla mnie zrobił. Pokazał mi, jak wygląda szczęście i tego będzie mi brakować. Był pierwszym i jedynym mężczyzną, którego pokochałam. Nie mam mu za złe tego, że mnie oszukał. Życie, które wybraliśmy i w którym się obracamy nie jest proste. Tu nie ma miejsca na sentymenty, uczucia, przywiązanie. Czasami żeby dostać to, na czym nam zależy trzeba posunąć się o wiele dalej, a nawet pociągnąć za spust. Jay chciał towaru, a ja byłam idealnym łącznikiem, aby się do niego dostać. Nie wiem, czy uda mu się go zdobyć, jednak dla mnie nie ma to już żadnego znaczenia. Nie wyjdę stąd żywa, to zależy już tylko od czasu. Dave na razie świetnie się bawi i przed śmiercią przyjdzie mi się jeszcze pomęczyć. Jaka szkoda. Wolałabym, aby strzelił mi w łeb i pozwolił odejść w spokoju, niestety nie zawsze dostajemy tego, czego chcemy. Bóg ma wobec nas plany i widocznie mój jest naprawdę paskudny. Może muszę to znieść, aby odpokutowywać za swoje grzechy? Za to, że zabijałam, kradłam, robiłam coś, czego nigdy nie powinnam? Cóż, wydaje być się to całkiem sprawiedliwe, prawda? Za złymi czynami ciągną się konsekwencje, a skoro te na ziemi jakimś cudem mnie ominęły, te na górze wciąż na mnie czekają. Oby szybko poszło, bo nie jestem pewna, ile jeszcze będę w stanie znieść. Moje ciało jest obolałe, mięśnie dziwnie pieką, a to niestety nie koniec. Chyba boję się myśleć, co czeka mnie już niedługo.


Śpię, a może już nie? Sama nie wiem. Czuję jedynie, jak moje ciało drży, skórę pokrywa gęsia skórka, a nogi dygoczą. Obejmuję się ramionami, próbuję nieco ogrzać jednak w tym pomieszczeniu jest koszmarnie zimno! W dodatku Dave rozerwał moją bluzkę i zostałam w samym staniku, co w tym momencie jest męką. Nie umiem się rozgrzać, jestem wyziębiona, a zęby zderzają się ze sobą. Nie pamiętam też, kiedy ostatnio jadłam i korzystałam z toalety. Boję się poprosić o cokolwiek, bo na pewno mi tego nie da. Dlaczego miałby? Jestem jego więźniem, po co się o mnie martwić, skoro niebawem umrę? A może chce mnie zagłodzić? Jaka szkoda, że nigdy nie interesowałam się tym, ile człowiek wytrzyma bez jedzenia.

Nie wiem, po jakim czasie otwierają się drzwi. Słyszę kroki, a po chwili ktoś chwyta moje ramiona, sadza mnie i trzyma tak długo, aż wreszcie łapię równowagę. Kiedy moja głowa zostaje uniesiona, napotykam spojrzenie chłopaka, który uważnie mi się przygląda. Marszczy brwi, wzdycha głośno i zdejmuje z siebie szarą bluzę. Zakłada ją na moje zziębnięte ciało, zasuwa zamek i zakłada kaptur na głowę. Boże! Zaciskam palce na materiale, wtulam się w niego jak dziecko i zaciągam pięknym zapachem męskich perfum. Jest mi tak ciepło, dobrze, a sen ponownie próbuje mnie zmóc. Niestety ów chłopak nie pozwala mi spać, bierze mnie na ręce, zanosi do łazienki i zostawia. Szybko robię siku, myję ręce i obmywam twarz ciepłą wodą. Rozgrzewam się nieco, chłopak wraca po mnie i ponownie wchodzimy do "mojego" pokoju, w którym czeka na mnie posiłek. Wygląda mi to na zupę, ale najważniejsze, że paruje! Tego potrzebuję, ciepła.
- Jedz, kochanie - wzdrygam się na dochodzący zza moich pleców głos Dave'a. Układa dłoń na moim brzuchu, przyciąga mnie do swojego torsu i szepcze do ucha - Musisz być silna, ponieważ jeszcze sporo przed tobą - całuje płatek, puszcza mnie i wychodzi z pokoju, zamykając go na klucz.






9 komentarzy:

  1. Boże!!! Ten Dave jest jakiś psychiczny i popieprzony! Vi, jesteś silna, więc dasz radę. Oby Justin i chłopcy z Seven szybko ją odnaleźli. A może tego tajemniczego chłopaka ruszy sumienie i pomoże Vivi?
    Pozdrawiam,
    Kama

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem co ja bym zrobila w takiej sytuacji😕 chyba lepiej nic nie jeść i nie pic zeby szybciej to skończyć😕 mam nadzieje ze ją uratują😍 świetny rozdzial i czekam na następny💕💕

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ten Dave ma nasrane w głowie.. Obu chlopcy szybko ich znaleźli :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieje ze znajda Vi i Josha szybko. Oby Justin zabił Dave za to co zrobil Vivi 😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Dave to chuj. Nienawidzę go. Mam nadzieję, że chłopcy szybko znajdą Vi i zajmą się tym idiotą tak jak należy. Ależ się zdenerwowałam! Jestem gotowa na następny rozdział... 😁 ściskam ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko... Dave to cholerny popapraniec!!! Jestem max ciekawa jak daleko sie posunie co do Vivi.. martwie sie o nią... kurde umre z niepokoju Kasia!!! Moze dodasz jakis bonusowy rozdzial hm? Zrób to dla mnie i dla moich nerwow,plis!😅❤

    Buziaki 😘

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko....oby chłopcy znaleźli ich jak najszybciej...biedna VI. ..przecież ona tego wszystkiego nie zniesie ....nie mogę się doczekać następnego rozdzialu 😘

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda mi Viv... Justin ruszaj się i ją ratuj !!! Bardzo jestem ciekawa dalszej akcji, widać że powoli się ona rozkręca!😊 Mega rozdział 😚

    OdpowiedzUsuń